Skuteczny psycholog
Small pierwszy krok

Z perspektywy pacjenta: zrobić pierwszy krok

„Wizyta u psychiatry”, „sesja u psychoterapeuty” – te sformułowania większości osób nie kojarzą się dobrze. W naszym społeczeństwie wciąż panują stereotypy, że u psychiatrów leczą się tylko ciężko chorzy psychicznie, a do psychologów lub psychoterapeutów chodzą nieudacznicy. Nic bardziej mylnego! Problemy natury psychicznej mogą dotknąć i w pewnym stopniu dotykają każdego z nas. Nie każdy przyjmuje to do wiadomości, a tym bardziej zechce skorzystać z pomocy specjalisty. Ja skorzystałam. I nie żałuję.

Jak to się u mnie zaczęło?

Czynników było kilka: trudna sytuacja materialna, niesatysfakcjonująca praca, poczucie dźwigania na swoich barkach zbyt wielu obowiązków i… poczucie osamotnienia w tym wszystkim. To pokrótce. Uleciała gdzieś radość życia, młodzieńcza energia, a było uczucie ciągnięcia przy nodze ołowianej kuli. Obniżony nastrój i równie niska samoocena. Coraz częściej pojawiały się napady płaczu i myśli samobójcze. Bo po co to wszystko? I wtedy usłyszałam od przyjaciółki: „Idź do psychiatry”. Moja reakcja? Tak, pewnie powinnam, ale może jakoś dam radę sama. I odwlekałam. Dziś jestem wdzięczna przyjaciółce, że sama mnie zapisała do lekarza, a ja szczęśliwie poszłam na tę wizytę. Bez wymówek.

Zastanawiałam się jak to będzie. Przed oczami mimowolnie przemykały mi kadry z teledysku Eminema „The Real Slim Shady” i scena z filmu „Poranek kojota”, w którym jedna z bohaterek na kozetce u terapeuty opowiada o swoich problemach, a ten – myślami gdzie indziej – w końcu użala się nad własnym zawodem miłosnym i proponuje whisky. Na szczęście już pierwsza wizyta w poradni obaliła te natrętne obrazki.

Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, poczekalnia w poradni była najbardziej elegancka w całej przychodni. Wśród oczekujących pacjentów nikt specjalnie nie wyróżniał się dziwnym zachowaniem ani wyglądem. W gabinecie czekała na mnie przemiła pani doktor (wcale nie w białym, doktorskim kitlu!), która przeprowadziła szczegółowy wywiad. Słuchała uważnie, notowała. Opowiedziałam co czuję, co się ze mną dzieje, co na to wpływa itp. Usłyszałam to, co podejrzewałam od dawna: „Ma pani depresję”. Zalecono mi terapię farmakologiczną z równoczesnymi wizytami u psychoterapeuty. Podjęłam leczenie.

Pomijając fakt, że przepisane leki pomogły mi przywrócić spokój i równowagę, sama psychoterapia zdziałała bardzo wiele. Sporo osób uważa, że psychoterapeuta ma świetną robotę – bierze pieniądze za godzinę słuchania Twoich wynurzeń. Ale to nie o to chodzi. Idąc do psychologa czy psychoterapeuty idziesz do osoby, która ma pomóc Ci nazwać Twój problem, przyjrzeć mu się i z boku i od środka, zaakceptować jego istnienie, a następnie skłonić Cię do szukania jego rozwiązania. Tak, specjalista nie poda Ci gotowej recepty na pokonanie problemu. Pomoże Ci za to odszukać drogę do jego pokonania, bo to jest przecież TWÓJ problem i TWOJE życie. Nikt inny nie weźmie za nie odpowiedzialności. Zrozumiałam to szczególnie w momencie, gdy przyszła jeszcze większa „katastrofa”: rozpad małżeństwa. Psychoterapia i leczenie były czynnikami, które bezsprzecznie pomogły mi przez to przejść.

Poddanie się psychoterapii to najlepsze, co możesz dla siebie zrobić gdy zauważysz, że coś Cię przerasta. Coś? Życie. Po prostu. Terapia pozwala rozłożyć problem na czynniki pierwsze i poukładać swoje wnętrze na nowo. Uczy przyglądania się swoim emocjom. Wypieranie ich to rozwiązanie działające na krótką metę. Aby radzić sobie z emocjami, których jest cała paleta, trzeba umieć je rozróżnić, być ich świadomym. Ważne, aby nabrać dystansu i umieć obserwować samego siebie.

Co mi to wszystko dało?

Więcej spokoju i zrozumienia dla siebie samej. Nauczyłam się akceptować to, jaka jestem. Mogę sobie z czymś nie radzić, mogę mieć problemy, nie muszę być we wszystkim perfekcyjna i mam do tego prawo. Jestem człowiekiem. Kiedy potrzebuję, to płaczę – nie muszę wstrzymywać tych łez, „bo nie wypada”, „bo pokażę słabość”. W ten sposób uwalniam emocje, daję im przepłynąć i odejść. I robię miejsce na nowe, np. radość. Przede wszystkim jednak nauczyłam się szanować siebie i swoje zdrowie. Żaden człowiek ani żadna sytuacja nie są warte tego, by niszczyć się psychicznie. Sztuka odpuszczania jest jedną z najważniejszych umiejętności, jaką trzeba w sobie wypracować. Dużo pracy już wykonałam i jeszcze dużo przede mną.

Zachęcam wszystkich: jeśli macie problem, podejmijcie to wyzwanie i umówcie się na wizytę do psychoterapeuty. Zmiany najlepiej zacząć od siebie.

WS